Paweł Ruszel OP

O. Paweł Ruszel OP

Żył w latach 1593-1658. Dla lubelskiego konwentu dominikanów był postacią ważną i wyjątkową, ponieważ bardzo wielki nacisk kładł na promowanie Drzewa Krzyża Świętego i Bractwa Drzewa Krzyża Świętego.

O. Ruszel, który zmarł w opinii świętości, wspominał o założeniu Bractwa w napisanej przez siebie księdze „Skarb nigdy nie przebrany”.

Był pierwszym rektorem – Studium generale – pierwszej uczelni wyższej w Lublinie, która istniała w latach 1644-1686 przy klasztorze oo. Dominikanów

Więcej można dowiedzieć się z książki „Ojciec Paweł Ruszel dominikanin lubelski (1593-1658) promotor Krzyża Świętego” napisanej przez o. Szczepana Jaroszewskiego OP (który mieszkał w Lublinie i pochowany jest w dominikańskim grobowcu na cmentarzu na ul. Lipowej).

 

O. Pawel Ruszel OP – o relikwiach (XVII w.) – cuda

Biskup Andrzej

A gdy już dobrze sobie i koniom swoim odpoczął, kazał konie zaprząc i wsiadłszy do karety gdy chciał wyjechać z klasztoru konie żadną miarą nie chciały z miejsca postąpić i długo się z nimi woźnica mordując, pomyślił biskup jeślisz to nie Drzewo Krzyża świętego sprawuje?: przeto kazał go zdjąć z wozu z tym naczyniem, w którym było Drzewo święte, zaczym zaraz konie przez żadnej trudności iść poczęły;
wezmą go znowu do wozu, aż konie tak, jako przedtym stanęły, nie mogąc się bynajmniej ruszyć z miejsca.
Zrozumiał tedy biskup, iż to była wola Boża, żeby to Drzewo święte zostało na tymże miejscu w Lublinie u tych ojców Zakonu swego Kaznodziejskiego, a iż ich sobie Bóg obrał opiekunami skarbu świata wszystkiego.

Próba podzielenia Relikwii

O czym dowiedziawszy się też pleban farski miasta tego lubelskiego przyszedł do tego biskupa z drugimi duchownymi prosząc go, aby też tego Drzewa świętego udzielić im raczył do kościoła farnego, który gdy dał się uprosić i chciał go dłotem rozłupać na dwie części, a oto żelazo ostre z Drzewo świętego zemknąwszy się dłoń ręki jego okrutnie przebiło i w niej tak zawięzło, że go dobyć żadnym sposobem nie możono. Widząc biskup, iż go Bóg skarał, że śmiał rozdwoić wolę jego świętą, upadł na kolana swoje z płaczem prosząc o odpuszczenie tego grzechu i wotum czyni, wszystko to Drzewo święte zostawuje przy kościele tych ojców.
Oto modlitwy jeszcze nie skończył, a oto samo żelazo z ręku wypada i rana zaraz zagojona zostaje.

Henryk kupiec gdański

Roku Pańskiego 1434 Henryk mieszczanin, kupiec gdański będąc w Lublinie, na wyjezdnym swym nawiedzał kościół św. Stanisława do Ojców Dominikanów, a obaczywszy na ołtarzu to Drzewo Krzyża świętego na ten czas jeszcze nie oprawne, przy tym nie widząc nikogo w kościele, myśli go napadły wziąć to Drzewo do Gdańska. Co gdy uczynił, ujechawszy kilka staj za miasto konie mu stanęły i z miejsca się żadnym sposobem ruszyć nie chciały. Co widząc ten kupiec, iż to uczynił przeciw woli bożej, wrócił się do miasta i to Drzewo Krzyża Chrystusowego do klasztoru odniósł a ojcu przeorowi i braci jego z żalem wielkim czego się był ważył powiedział i to, co się z nim działo w drodze już z nim będąc, pod przysięgą wyznał a na pamiątkę cudu tak wielkiego na tym miejscu, na którym mu konie stanęły kościół z drzewa pod tytułem Krzyża świętego zbudował.

Franciszkański niedowiarek

Xiądz Piotr Donat de Iwicza Zakonu świętego, gwardian klasztoru sanockiego nie wierzył temu, aby to Drzewo Krzyża ś., które się w Lublinie znajduje było prawdziwie to, na którym Chrystus Pan był ukrzyżowany.
Ten czasu jednego roku 1611 będąc w Lublinie podczas Trybunału, gdy mu w Dzień Bożego Wstąpienia przyszło mszę ś. odprawować u tego ołtarza, na którym było to Drzewo Zbawienia naszego wystawione, i z tym swym niedowiarstwem w ornacie do niego przystąpił, tam zaraz tak wielki strach go opanował i drżenie ciężkie ciała, z podziwieniem ludzi wszystkich, iż nie mógł mszej świętej odprawować, czegom ja też był spectator. Kazał tedy sobie przywołać spowiednika jednego z kapłanów tego klasztoru; i poklęknowszy przy ołtarzu spowiedź przed nim czynił, wyznawając z żalem wielkim ten swój grzech niedowiarstwa strony tego Drzewa Przenajświętszego i potym on strach wielki i drżenie ciężkie ciała jego sfolgowało mu, iż zaczętą mszą świętą przy essistentiej tego spowiednika mógł dokończyć, o czym on sam taką recognitą z podpisem ręki swojej podał ad notarium publicum.

o. Paweł Ruszel OP – Skarb nigdy nieprzebrany, Księga Trzecia